Spis treści: prolog, 1, 2, 3, ...
Czas akcji: 2000 rok
Opis opowiadania: W Liceum Ogólnokształcącym w Kniecieńcu wybucha poruszenie, kiedy w połowie roku do jednej z klas dołącza Misza Maricka – córka znanego w mieście profesora robotyki. Każdy uczeń wie, że była ona bohaterką głośnego skandalu obyczajowego i miała romans ze swoim nauczycielem. Wydaje się, że tylko jedna osoba wątpi w całe zajście i chce dowiedzieć się jak było naprawdę. Anna Paszkiewska, młoda nauczycielka historii bez pytania wchodzi w życie Miszy. To właśnie ona zaprasza ją na spotkanie koła teatralnego i nieświadomie daje jej rolę prześladowcy w nowej, kontrowersyjnej sztuce. Kobieta nie spodziewa się jednak, że sprawa domniemanego skandalu nie jest tak prosta, jak na początku się wydawała, a jej interwencja zamiast pomóc może jeszcze bardziej zaszkodzić Miszy.

Przydatne: Rejestr blogów,
Facebook
Beta: Jaenelle

poniedziałek, 1 lutego 2016

Rozdział 2: Mateusz i Grzegorz

Anna Paszkiewska weszła do pokoju nauczycielskiego i położyła torebkę na jednym z krzeseł. Dochodziła ósma, więc w pomieszczeniu znajdowała się większość nauczycieli, którzy zaczynali lekcje o tej porze. Przywitała się z nimi bez entuzjazmu, a potem zaczęła wyciągać podręczniki ze swojej szafki.
Anna była najmłodsza wśród nauczycieli, a większość z nich pamiętała ją jeszcze jako uczennicę. Przyzwyczaiła się, że z powodu swojej pewności siebie nie była zbyt lubiana. Problem polegał na tym, że miała mnóstwo pomysłów, jak ulepszyć system nauczania i podejście do studentów. Anna była też opiekunem koła teatralnego. I pewnie nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że w tym roku postanowiła wyreżyserować kontrowersyjną sztukę, która nie spodobała się większości grona pedagogicznego.
Anka, mogę zająć ci chwilę?
Kobieta zamknęła szafkę i bez entuzjazmu popatrzyła na kolegę po fachu – Tomasza Górskiego, nauczyciela matematyki.
Jeśli chodzi o Alicję, to już ci mówiłam, że to jej sprawa, czy jest w kole teatralnym, czy nie – odpowiedziała cierpko, spoglądając na mężczyznę.
Tym razem nie chodzi o moją córkę – odpowiedział, akcentując dwa ostatnie wyrazy.
Kobieta westchnęła. Kiedy zaczynała pracę wydawało jej się, że Tomasz jest jednym z tych nauczycieli, którym zależy na nowoczesnej oświacie i że w pierwszej kolejności to w nim znajdzie wsparcie w trakcie wprowadzania zmian. Niestety, szybko się przekonała, że Górski jest kolejnym staroświeckim nudziarzem, któremu zależy tylko na tym, aby wbić uczniom do głowy teoretyczne zasady, które nie mają związku z prawdziwym życiem.
W takim razie o co chodzi? – spytała, zatrzaskując szafkę.
O to, że w mojej klasie jest nowa dziewczyna – wytłumaczył. – Wszystko bardzo szybko wyszło. Sam dowiedziałem się o tym dopiero w piątek. Widziałem się z nią dziś rano, ale chciałbym, abyś przedstawiła ją klasie i powiedziała coś... miłego.
Jasne – westchnęła Anna. – Jak ma na imię?
Mężczyzna nie odpowiedział od razu. Rozejrzał się po pomieszczeniu, a potem westchnął głośno.
Znasz ją doskonale – rzekł cierpko. – To Misza Maricka.
Anna poczuła, że krew odpłynęła jej z twarzy, a serce przyspieszyło w piersi.
Co? – spytała. – Nie wiedziałam, że...
A skąd mogłaś wiedzieć? – wszedł jej w słowo Tomasz. – No, chyba że Rafał zna takie newsy przed wszystkimi.
Kobieta bez problemu zrozumiała aluzję dotycząca jej męża. Uniosła brwi i napięła mięśnie twarzy. Nie zamierzała pozwolić, aby ktokolwiek obrażał jej męża w taki sposób. Swoją drogą, Tomasz miał niezły tupet, że wypowiedział jej to prosto w twarz.
Rafał nie jest żadną hieną – powiedziała przez zaciśnięte zęby. – To dobry dziennikarz, który umie wychwycić ciekawy temat i ubrać go w słowa. Po prostu się na tym zna i wie, co interesuje ludzi.
Jasne... – westchnął matematyk, nie mając najwyraźniej ochoty na dyskusję. – Weź dziennik, dopisałem już Miszę, w razie jakbyś po drodze do klasy zapomniała, jak się nazywa – dodał, podając jej teczkę IIB.
Kobieta przyjęła ją bez słowa, a potem opuściła pokój nauczycielski. Na zatłoczonym korytarzu przypomniała sobie słowa Rafała: Kochanie, Kniećeniec jest zbyt mały i zamknięty na nowości, tutaj nigdy nie rozwiniesz skrzydeł. A inni nauczyciele będą chcieli stłumić twój zapał i zamknąć ci usta... zobaczysz, że tak będzie.
A teraz doszła jeszcze Misza... Była ciekawa, jak Rafał zareaguje na tę wiadomość – w końcu to ona odkrył jej romans z nauczycielem biologi z prywatnego liceum i nie omieszkał poinformować o tym lokalnej społeczności.
* * *
Misza wolała unikać takich osób jak Mateusz, ale musiała przyznać, że gdyby nie on, to pewnie nie odnalazłaby odpowiedniej sali lekcyjnej. Chłopak jednak, po doprowadzeniu jej pod drzwi, nie zamierzał odpuścić swojego towarzystwa. Dokładał wszelkich starań, aby dowiedzieć się czegoś o niej i, o dziwo, wcale nie chodziło mu o sławną aferę, choć krążył niebezpiecznie blisko niej.
Więc mówisz, że w szkole prywatnej było was w klasie jedenastu? – spytał, kiedy zadzwonił pierwszy dzwonek. – To straszne... pewnie na jednej lekcji byłaś trzy razy przy tablicy.
Nie było tak źle – burknęła bez entuzjazmu.
Serio? No tak, są takie osoby, które najchętniej cały dzień stałyby przy tablicy. Widzisz tamtą dziewczynę? To Frania... ona właśnie jest kimś takim.
Misza popatrzyła w kierunku wskazanym przez Mateusza. Jej wzrok napotkał pulchną dziewczynę o rudych włosach i policzkach obsypanymi piegami. Na nosie miała niemodne, okrągłe okulary. Jej strój również wyglądał, jak wyjęty z szafy babci. Długa, kwiecista spódnica i zielony golf jeszcze bardziej ją pogrubiały, a torebka z frędzlami zwracała uwagę swoją krzykliwą formą. Franciszka stała z boku z twarzą ukrytą w podręczniku od historii, a Misza miała wrażenie, że reszta klasy po prostu jej nie widziała.
Dam ci dobrą radę. – Usłyszała głos Mateusza. – Nie kumpluj się z nią, bo stracisz w oczach całej klasy.
Nie zależy mi na tym, co powie klasa – odpowiedziała cierpko. – Ale jednocześnie nie mam w planach szukania przyjaciół.
Ach, jesteś z tych niezależnych, co?
Misza na szczęście nie musiała odpowiadać na jego zaczepkę. Na piętrze pojawiła się wysoka, zgrabna kobieta z dziennikiem pod pachą. Według dziewczyny nie mogła mieć więcej niż trzydzieści lat. Długie, jasne włosy miała spięte w koński ogon, a na twarzy delikatny makijaż. Jej wargi były ściśnięte w cienką linię, na pierwszy rzut oka nie wyglądała zbyt sympatycznie. Ubiorem starała się podkreślić wszystkie swoje zalety: wąska spódnica odsłaniała zgrabne łydki, a kozaki na wysokiej szpilce wydłużały nogi.
Oho, Paszkiewska nie w humorze – powiedział cicho Mateusz.
Jak ją nazwałeś? – zapytała Misza, czując, że robi jej się niedobrze.
Chłopak jednak nie zdążył powtórzyć nazwiska kobiety. Nauczycielka otworzyła salę, a potem popatrzyła na Miszę. Zmarszczyła brwi, nie kryjąc swojego niezadowolenia.
Ty pewnie jesteś Misza Maricka – rzekła, mierząc ją od stóp do głów. – Chcesz się sama przedstawić klasie, czy ja mam to zrobić?
Dziewczyna przyjrzała się rozzłoszczonej kobiecie i zmarszczyła brwi. Upomniała się w duchu, że mogła źle zrozumieć nazwisko nauczycielki, a nawet jeśli rzeczywiście nazywała się Paszkiewska, to nie musiało od razu znaczyć, że jest spokrewniona z tym przebrzydłym dziennikarzem. A może to on nosił inne nazwisko? Paszkiewicz, Paszkowski... jest tylko podobnych wariantów...
Może pani to zrobić – odpowiedziała, siląc się na naturalny ton.
Kobieta kiwnęła tylko głową, po czym wskazała jej drzwi do sali. Misza z duszą na ramieniu przekroczyła próg klasy. Hałas w niej panujący był tak przenikliwy, że po chwili rozbolała ją głowa. W Polsce zawsze uczyła się w szkole prywatnej, głównie dlatego, że na początku słabo znała język, gdzie w klasach było trzy razy mniej uczniów. Miała wrażenie, że to będzie cud, jak uda jej się zapamiętać wszystkie imiona, szczególnie że była to klasa matematyczno-fizyczna, gdzie większość stanowili chłopcy.
Kiedy trzydzieści par oczu zwróciło się w jej kierunku, gwar ucichł.
Siadaj, gdzie chcesz – powiedziała nauczycielka, rozkładając swoje książki na biurku.
Możesz koło mnie – krzyknął Mateusz, odsuwając jej puste krzesło obok siebie.
Misza nie za bardzo miała na to ochotę, ale w obecnej sytuacji było to chyba najlepsze rozwiązanie. Ostrożnie przeszła między rządem ławek, uważając, aby nie potknąć się o żadną torbę i zajęła miejsce obok jedynej w miarę znanej jej osoby.
Jak pewnie zauważyliście, macie nową koleżankę – zaczęła Paszkiewska, nie patrząc na dziewczynę. – Nazywa się Misza Maricka i...
I poderwie Górskiego! – krzyknął ktoś z tylnej ławki.
Przez salę przetoczyła się salwa śmiechu, a uwadze Miszy nie uszło, że nawet Mateusz uśmiechnął się kpiąco pod nosem. Zacisnęła dłoń w pięść, starając się powstrzymać słowa, które cisnęły się jej na usta.
Spokój – upomniała ich nauczycielka. – Skoro jesteście tacy zainteresowani lokalną historią, to proponuję również sięgnąć do pierwszej wojny światowej. To chyba bardziej wam się przy...
Kobieta nie dokończyła. Drzwi do sali otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a w progu pojawił się młody chłopak. Ów przybysz był tak wysoki, że musiał się delikatnie nachylić, aby nie zahaczyć głową o framugę. Dodatkowo był tak chudy, że Misza miała wrażenie, że za chwilę złamie się w pół. Chłopak nie miał brzydkiej twarzy. Ostre rysy i duży nos sprawiały, że wyglądał starzej od rówieśników. Jednak największą uwagę każdego przyciągała czupryna czarnych włosów, która wyglądała, jakby nigdy nie widziała grzebienia. Na jego głowie każdy kosmyk żył swoim własnym życiem.
Przepraszam za spóźnienie – rzekł, pochylając przepraszająco głowę, co wywołało kolejny głośny śmiech w sali. Tym razem jednak Mateusz nie krył już rozbawienia. – Zaspałem.
Kobieta popatrzyła na chłopaka z politowaniem i pokręciła głową.
A brat nie mógł cię obudzić? – zapytała.
Chłopak nie odpowiedział. Jego wzrok powędrował w stronę ławki, przy której siedziała Misza. Najpierw popatrzył na nią, a potem na Mateusza.
Widać nie mógł – rzekł, wzruszając ramionami.
Dobra, Wojciech, siadaj już, bo tracimy lekcję – oznajmiła wyraźnie zirytowana Paszkowska.
Chłopak kiwnął głową, a potem skierował swoje kroki w stronę Miszy.
To moje miejsce – oznajmił cicho, co wywołało u Mateusza jeszcze większe rozbawienie.
Misza bez problemu zrozumiała, że padła ofiarą głupiego żartu. Chwyciła podręcznik i plecak i wstała z miejsca. Musiała mocno unieść głowę, aby spojrzeć Wojtkowi w oczy.
Nie ma problemu – rzekła. – I tak nie wytrzymałabym dłużej w tym towarzystwie.
Co to za zamieszanie? – upomniała nauczycielka. – Myślałam, że mam do czynienia z dorosłymi ludźmi.
Dziewczyna bez słów wyminęła chłopaka i usiadła na samym końcu sali, w ostatniej, pustej ławce. Dopiero tam poczuła, że może odetchnąć głębiej.
Przygotujcie kartki, po sprawdzeniu obecności, napiszecie mały sprawdzian – oznajmiła Paszkiewska, otwierając dziennik. – Adamczewski Mateusz? Jest... – odpowiedziała sobie sama. – Adamczewski Wojciech, spóźnienie.
Adamczewski – pomyślała Misza, a potem powtórzyła to nazwisko jeszcze kilka razy. Ono też było jej doskonale znane i nie kojarzyło się z niczym przyjemnym.
* * *
Grzegorz wjechał na parking przy kniecieńskim liceum w momencie, kiedy z budynku zaczęli wychodzić pierwsi uczniowie. Wyłączył silnik i podkręcił głos w radio. Spojrzał na komórkę, aby upewnić się, że nikt go nie szukał, a potem obserwował wyjście ze szkoły.
Mężczyzna wiedział, że ludzie mieli różne zdanie na jego temat. Choć czuli respekt ze względu na wykonywaną przez niego pracę, to jednak w głębi serca uważali go za złego ojca i kogoś, komu zupełnie nie w smak było przyjęcie córki pod swój dach. Grzegorza jednak to nie ruszało: był zdania, że każdy powinien zająć się własnym życiem, a nie wchodzić z butami do cudzego. Może i miał kłopoty z Miszą, ale nie sądził, aby ktokolwiek mógł mu pomóc je rozwiązać.
Córka zawsze przypominała mu jego pierwszą żonę – Zoranę. To właśnie po niej Misza odziedziczyła drobną budowę i gęste, ciemne włosy. Jednak były do siebie podobne nie tylko pod względami fizycznymi. Obydwie miały silne osobowości i jasno dawały do zrozumienia, kiedy coś im się nie podobało.
Dziewczyna wyszła ze szkoły około dziesięć minut po dzwonku. Grzegorz nie był zaskoczony, że była sama. Odkąd pamiętał, raczej unikała kontaktów z rówieśnikami. Szła dość szybko, choć uwadze mężczyzny nie uszło, że nieznacznie utyka na prawą nogę.
Mężczyzna zatrąbił, aby zwrócić uwagę córki.
Cześć – burknęła, wchodząc do samochodu.
Wychowywanie dorastającej córki nie było łatwe. Jej humory łatwo wyprowadzały Grzegorza z równowagi, ale jednocześnie z łatwością potrafił poznać, kiedy coś jej nie poszło i najzwyczajniej w świecie była przygnębiona.
Jak było? – zapytał, zapalając silnik.
Do dupy – odpowiedziała, ściągając czapkę i luzując szalik.
Możesz się nie wyrażać? – rzekł, obserwując jej minę kątem oka. – Nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Jasne – burknęła.
A co się stało, że kulejesz? – spytał, włączając się do ruchu.
Potrącił mnie samochód.
Na te słowa Grzegorz omal nie spowodował wypadku. Zahamował gwałtownie, kiedy pobliski samochód w nieodpowiednim momencie postanowił wymusić pierwszeństwo.
Słucham? – wydusił z siebie stanowczo zbyt głośno.
Jego reakcja najwyraźniej rozbawiła Miszę.
Może nie do końca potrącił. Przewróciłam się tylko, kiedy we mnie stuknął – wytłumaczyła. – Zresztą sam widziałeś, jak na parkingu jest ślisko.
Jutro to zgłoszę do dyrekcji. Pamiętasz kto to zrobił? Pewnie jakiś gówniarz, który dopiero co odebrał prawo jazdy i już myśli, że jest kierowcą roku.
W zasadzie był to mój wychowawca i nauczyciel matematyki – rzekła, obserwując ojca kątem oka.
Jeszcze lepiej... I tak to zgłoszę. I powiem, aby ktoś wysypał tam piasek.
Daj spokój... – jęknęła. – Nie rób afery.
Grzegorz nie odpowiedział. Przez chwilę prowadził w skupieniu. Do domu nie mieli daleko, ale mężczyzna wolał, aby Misza nie wracała pieszo w taką pogodę. Wystarczyło, że rano puścił ją samą, a już omal nie doszło do tragedii.
Tato... – zaczęła powoli dziewczyna, a mężczyźnie przebiegł dreszcz po plecach. Tak rzadko słyszał to słowo z jej ust, że nadal z trudem mógł się do niego przyzwyczaić.
Hm?
Jak się nazywał ten dziennikarz?
Misza nie musiała precyzować swojej wypowiedzi. I bez tego Grzegorz dokładnie wiedział, o kogo jej chodzi. Na samo wspomnienie tego człowieka zacisnął mocniej dłonie na kierownicy.
Paszkiewski – wycedził przez zaciśnięte zęby. – A czemu pytasz?
Historii uczy mnie kobieta o takim samym nazwisku – odpowiedziała, spoglądając w okno. – Ale to o niczym nie świadczy, prawda?
Grzegorz nie odpowiedział. Wolał nie dać po sobie poznać, co myślał na ten temat.

Obserwatorzy